esencja z książek

Parę lat temu zgrozą odkryłam, że kręcą mnie książki rozwojowe.

Wcześniej otwarcie podśmiewałam się z pozycji zawierających w tytule słowa „poradnik”, „efektywność” oraz liczebniki sugerujące, że od sukcesu dzieli mnie zaledwie kilka prostych kroków, ale kiedy dostałam w prezencie jedeną z nich, ku swojemu przerażeniu odkryłam, że tematyka mnie interesuje. Co gorsza, zapragnęłam więcej!

Nie wiem jak i kiedy, stosik książek rozwojowych zaczął puchnąć i rozpychać się w mojej biblioteczce niczym perz na grządkach teściowej. Test Gallupa przypieczętował to dramatyczne odkrycie: pochłanianie i przetwarzanie nieprzyzwoitych ilości informacji to moja najmocniejsza strona.

Jeśli nie da się czegoś zwalczyć ani ukryć, należy to wyeksponować i mówić, że tak ma być. Idąc tym tropem, postanowiłam otwarcie przyznawać się do mojej słabości: „Mam na imię Olga, kompulsywnie czytam książki rozwojowe”.

Ponieważ ćpanie książek bez wdrażania wiedzy w nich zawartej w życie, daje niewiele więcej niż scrollowanie fejsa, zaczęłam sama dla siebie notować najważniejsze myśli, aby móc do nich wracać. Wyciskać z treści samą esencję. A potem pomyślałam, że warto się nią podzielić, co niniejszym czynię.

Łyknij esencji.