Jestem upadłym grafikiem komputerowym — powiedział znajomy muzyk, przyjaciel mojego męża. A Ty zdążyłeś wzlecieć, żeby upaść? — zdziwił się mąż.
Na takiej samej zasadzie jak Janek, jestem upadłą architektką, perkusistką, blogerką, design managerką, przedsiębiorczynią, trenerką, coachką, doradczynią. W pewnym momencie, w desperackiej nadziei na przyciągnięcie kasy, wpisałam sobie w linkedinową stopkę nawet konsultantkę1.
Chciałam napisać, że w końcu poczułam się na tyle odważnie, by zrzucić te role jak wylinkę, ale gówno prawda. Bliższa prawdy prawda jest taka, że powoli kończą mi się pomysły i para do tego, żeby się bronić przed tym, co mi się pcha na pierwszy plan, odkąd pamiętam. Czyli pisaniem.
Przestaję się więc bronić i let’s see, dokąd nas zaprowadzi ścieżka.

- Znacie ten dowcip o małpie-konsultancie*? Przychodzi facet do sklepu zoologicznego, żeby kupić małpę. Sprzedawca pokazuje mu trzy identyczne zwierzaki.
– Skąd takie różnice w cenach? – pyta facet
– Ta małpa za sto złotych jest miła, można się do niej przytulić. Ta druga, która kosztuje tysiaka, umie sztuczki.
– A ta trzecia? Co ona takiego ma, że kosztuje sto tysięcy?
– Ta małpa, proszę pana, jest konsultantem.
*Do ludzi bez doświadczenia w korpo, którzy nie widzą w tym nic śmiesznego: lucky you! ↩︎